| Moja droga do Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży | |
![]()
Odkąd zacząłem żeglować zawsze chciałem to robić lepiej od innych. Świetnym
sposobem do sprawdzenia swoich umiejętności stały się regaty. Nigdy nie miałem
trenera, patrzyłem, czytałem, pytałem, sam starałem się wyciągnąć wnioski.
Dotąd miałem styczność jedynie z „dużymi” turystycznymi łódkami. Marzeniem
była sportowa łódka dostarczająca wrażeń.
Pewnego dnia Pan Janusz Kasiak opowiadał na swoim wykładzie właśnie o
podstawach, można by powiedzieć, wygrywania regat. Postanowiłem zapytać się,
czy nie mógłbym żeglować w klubie. Cóż Pan Janusz odparł, że musiałbym mieć
własnego lasera. Oczywiście po powrocie do domu musiałem stwierdzić, że nie
stać mnie na taki jacht…
Wydawałoby się, że nic nie da się zrobić. Ale po miesiącu Pan Janusz zadzwonił
do mnie. Okazało się, że znalazła się dla mnie łódka, a moim trenerem został
Pan Andrzej Kosmala.
W marcu zaczęły się pierwsze treningi i moja wielka przygoda w świecie małych
łódek. Po miesiącu żeglowania między bojami, wywracania się i nieudolnego
powtarzania tego co z łatwością wykonuje Wojtek, przyszedł czas na decyzję.
Albo kończę z żeglarstwem wyczynowym, albo podejmuje się ciężkiej pracy,
której efektem ma być start w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży. Cel był
niemal nie do osiągnięcia, ludzie którzy pływają wyczynowo po parę lat
przeciwko komuś kto pierwszy raz siedzi na sportowej łódce.
Cóż nawet się nie zastanowiłem, prosta decyzja – realizuję swoje marzenia za
wszelką cenę.
Tak właśnie stałem się zawodnikiem UKS „Zalew Kielce”. Jedynym w historii
klubu, który z „ulicy” siadł na lasera, za co jestem wszystkim bardzo
wdzięczny.
W czerwcu przyszedł czas na pierwsze regaty. Do tego czasu trochę „oswoiłem
się z łódką”. Na Bagrach startowało tylko 6 laserów. Bardzo mało.
Byłem 4, czyli nie tak źle. Przyszedł czas na kolejne regaty, teraz już bardzo
ważne, bo eliminacje do olimpiady. Moim celem nie było miejsce w pierwszej
dziesiątce, lecz proporcjonalnie do umiejętności nie mieć DNF – ów, ukończyć
wszystkie biegi.
Eliminacje odbywały się na Zegrzu, około setka laserów, podzielona na trzy
klasy. Moja to znaczy Laser 4.7 Chłopców najliczniejsza około 40 zawodników.
Chyba nigdy nie widziałem na raz tylu łódek. Z początku nawet niezbyt
wiedziałem czego mogę się spodziewać, choć Pan Andrzej dołożył wszelkich
starań, abym wypadł jak najlepiej.
Walka była trudna, tym bardziej, że na Zalewie wiatr nie był zbyt silny,
natomiast na Zegrzu porządnie wiało. Przez trzy dni walczyłem i dawałem z
siebie wszystko co mogłem. Przydały się rady Wojtka, który po starcie
zazwyczaj znikał mi z oczu. Nie obyło się bez paru wywrotek, brakło trochę
opływania.
Cel został osiągnięty – bez DNF – ów, byłem 39. Wojtek był 24. Na tych
eliminacjach żaden z nas się nie zakwalifikował.
Ostatnia szansa w Gdyni w lipcu, a ja jeszcze nigdy nie pływałem po morzu.
Chyba tylko ja wierzyłem, że podołam zadaniu, innym pozostawała nadzieja.
5 lipca wyruszyliśmy na zgrupowanie do Pucka, tam zawsze wieje i jest dość
trudna fala, bo bardzo krótka. Przez pierwszy tydzień opiekował się nami Pan
Janusz.
Trenowałem tylko z Wojtkiem, innych laserów jeszcze nie było. Z resztą jeszcze
nie byłem gotowy do ścigania się. Początkowo fala tylko mi przeszkadzała.
Hamowała łódkę na halsówce, a na pełnym nie potrafiłem jej wykorzystać.
Bezcenna okazała się pomoc Pana Janusza i Wojtka.
Najpierw łatwiej szły halówki, potem zacząłem łapać na pełnym. Nie było to
mistrzostwo ale już było lepiej.
A gdy zaczął wiać naprawdę silny wiatr zaczęły dziać się rzeczy dla mnie
niesamowite. Pierwszy ślizg, ogromna prędkość, niesamowita jazda, uczucie,
którego nie da się opisać. Było wspaniale. Już teraz cały wysiłek został
wynagrodzony, przez tą jedną chwilę.
Po tygodniu przeszliśmy pod opiekę Pana Krupy, a trenować nas miał Pan Rafał
Wilk. Pan Janusz pojechał z optymiściarzami na regaty. My mamy jeszcze tydzień
treningu.
Nowy trener był nieoceniony, nie raz siadał z pontonu na lasera, żeby pokazać
nam o co chodzi. Trzeba było patrzeć, bo nie było nas tylko dwóch, ale około
dziesięciu.
Teraz byłem gotowy na wyścigi. Co prawda nie wygrywałem, ale i nie byłem
ostatni. Korzystałem jak mogłem, wiedziałem, że kolejne eliminacje już nie
długo.
W Gdyni była moja wielka chwila prawdy. W mojej klasie około 36 zawodników.
Policzyłem z Wojtkiem, że od 28 miejsca w górę można osiągnąć start w
olimpiadzie. Sprawa była prosta, trzeba dać z siebie wszystko. Oby tylko
wiało, bo korzystniejszy w moim przypadku jest silniejszy wiatr.
Jak na złość słaby wiatr i w dodatku dość zmienny, cóż nie było tak źle jestem
koło 25 miejsca, ale są niewielkie różnice. Cóż ci z tyłu wzięli się za siebie
i drugiego dnia regat jestem 29, mam ostatnią szansę.
Trzeciego dnia silny wiatr i potężna fala. I to jaka, długa, wysoko, nie to co
w Pucku. Można powiedzieć, że dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego jak
wyglądają „prawdziwe” fale. Niesamowite jazdy, zacięta walka, ale jest dobrze.
2 biegi pakujemy się, wyników wciąż nie ma. Wojtek wraca do domu i musi już
jechać. Ja zostaje czekam na wyniki w stresie. Potem mam jechać na mazury,
trochę turystycznego odpoczynku z harcerzami.
Trochę się wyczekałem, ale było warto. 28 miejsce, powinienem się
zakwalifikować do olimpiady. Cóż warto był zadać sobie tyle trudu, by w
następnym tygodniu zobaczyć w Internecie swoje nazwisko na 40 – ostatnim
miejscu zakwalifikowanych na olimpiadę. To był wielki sukces, osiągnięty przez
moje poświęcenie i wytrwałość, a także pracę mojego trenera, bardzo trudną gdy
ma się do dyspozycji dwie łódki i niepozorny Zalew Kielecki.
Czas na olimpiadę. Odbyła się w sierpniu na Zegrzu, nie lubię tego akwenu.
Dobrze by było zdobyć punkt dla województwa, ale musiałbym wyprzedzić aż 8
zawodników.
Przez 2 pierwsze dni znajdowałem się w okolicach 35 miejsc, ale jeszcze
wszystko mogło się zmienić. Niestety potem złapałem parę nie udanych biegów i
spadłem na 38 miejsce.
Szkoda nie udało się tym razem. Miałem dwa bardzo ładne biegi 22 i 21, ale i
trzy słabe 36,36 i 35. I tak wielkim sukcesem był sam start, ale cóż chciałoby
się więcej.
Za rok czeka mnie start na Laserze Radialu, który ma większy żagiel od Lasera
4.7, na którym pływałem w tym sezonie. Przyszły sezon z pewnością wytyczy nowe
cele, ale i problemy, z którymi będzie trzeba się uporać na treningach. Czeka
mnie Puchar Polski Klas Nieolimpijskich.
Mój wiek nie pozwala na start w Olimpiadzie Młodzieży, cóż wykorzystałem
szansę na pierwszy i ostatni start w tej imprezie.
Dzięki Panu Andrzejowi, Panu Januszowi i mojemu Tacie, który był prawie na
wszystkich treningach i wspierał mnie nie tylko finansowo, przeżyłem
niesamowite chwile, o których marzyłem, za co jestem bardzo wdzięczny.
Michał Wrzecionek
| |
![]() Spokojnych, zdrowych, radosnych świąt Bożego
Narodzenia
Zarząd UKS "Zalew Kielce"
| |
| Zajęcia na basenie | |
![]()
Sezon żeglarski już za nami, więc pora rozpocząć zajęcia na basenie
"Delfin" przy ul. Krakowskiej.
Spotykamy się w niedziele o godz. 19.00 w podanych poniżej terminach:
06.11.2011, 13.11.2011, 20.11.2011, 27.11.2011,
04.12.2011, 11.12.2011, 18.12.2011,
08.01.2012, 15.01.2012, 22.01.2012, 29.01.2012,
05.02.2012, 26.02.2012,
04.03.2012, 11.03.2012, 18.03.2012, 25.03.2012,
01.04.2012, 08.04.2012,
Janusz Kasiak | |
| Otwarte Zespołowe Mistrzostwa Małopolski 22-23.10.2011 | więcej zdjęć |
![]()
Na regaty do Krakowa pojechaliśmy w silnym składzie: Hubi, Basia, Marcin ,
Krzysiek i Wiktoria .
Naszą grupę wzmocnili również zawodnicy pana Andrzeja: Oliwka, Nikola oraz
Jędrek, którzy wystartowali w regatach flotowych.
W drużynówkach nie daliśmy rywalom żadnych szans wygrywając wszystkie wyścigi
i broniąc tym samym zeszłorocznego tytułu: "Zespołowego Mistrza Małopolski".
Świetnie spisywali się również nasi najmłodsi żeglarze:
Nikola Materny - 1 miejsce (kat. dziewczęta)
Oliwia Chabowska - 2 miejsce (kat. dziewczęta)
Jędrek Starzyk - 2 miejsce (kat. chłopcy)
Regaty te nie należały do najłatwiejszych. Niska temperatura powietrza ok 6 C
dawała się zawodnikom mocno we znaki, ale dzięki gorącej herbacie, którą
rozwoził trener zawodnicy nie zapadli w sen zimowy.
Tradycyjnie UKŻ "Horn" stanął na wysokości zadania zapewniając wszystkim
uczestnikom oraz rodzicom miłą i ciepłą atmosferę.
Janusz Kasiak | |
| Regaty zakończenia sezonu - Cedzyna 16.10.2011 | więcej zdjęć |
![]()
Przełożenie regat z soboty na niedziele 16 października okazało się trafną
decyzją. Pogoda dopisała i mimo zimnej wody, słońce rekompensowało nam tę
niedogodność, a lekki wietrzyk pozwolił na przeprowadzenie trzech wyścigów.
Były to nasze ostatnie regaty w sezonie 2011 przeprowadzone na akwenie
Cedzynie dla grupy Nivea Błękitne Żagle.
Wzięło w nich udział sześcioro zawodników z obu grup (trenera Andrzeja i
mojej). Rywalizacja w zasadzie rozgrywała się między pierwszą czwórką
zawodników, a w zasadzie dwoma dwójkami.
Bezkonkurencyjna okazała się startująca z numerem 244 Nikola Materny, która w
klasyfikacji generalnej zajęła pierwsze miejsce, tuż za nią znalazł się
Andrzej "Jędrek" Starzyk. Walka o trzecie i czwarte miejsce to rywalizacja
pomiędzy Kornelem Maternym a Pawłem Garmulewiczem, dwoma jedenastolatkami.
Walka zakończona zwycięstwem wracającego w tym sezonie do żeglarstwa Kornela,
co było dla nas dużą niespodzianką.
Miejsca Ady Sabat i Konrada Śliwy to wynik równej i konsekwentnej żeglugi na
utrzymanie pozycji.
Podsumowując, były to ładne regaty, w zasadzie płynęła grypa, nie było już
"kilometrowych" różnic miedzy "czubem", a "peletonem".
Każdy z uczestników zdobył puchar. Dodatkowymi atrakcjami były: ostatni rejs
po zalewie motorówką, pieczenie ziemniaków i kiełbasek oraz tombola czyli
losowanie nagród dla żeglarzy i sympatyków.
Imprezę zakończyło wyciągnięcie motorówki i przygotowanie jej do przetrwania
zimy. Spotkało się to z wielkim zaangażowaniem zawodników i miłym zaskoczeniem
dla trenera.
Wyniki
Dziewczęta
1. Nikola Materny
2. Adrianna "Ada" Sabat
Chłopcy
1. Andrzej "Jędrek" Starzyk
2. Kornel Materny
3. Paweł Garmulewicz
4. Konrad Śliwa
Robert Majewicz
| |











